3 lipca 2013

HexxBOX: ZOEVA, pędzle do makijażu oczu 229 i 235

Dzisiaj w przerwie pomiędzy produkcją mojego ilustratorskiego portfolio, chciałam Wam przedstawić pędzle do makijażu ZOEVA. Akcesoria te dostałam razem z pigmentem tej marki w ramach akcji HexxBOX organizowanej przez znaną Wam Hexxanę :D Uważam, że pędzli do makijażu nigdy za wiele, nawet odpowiednikami tych samych modeli wśród różnych marek możemy uzyskać przeróżne efekty. Dlatego bardzo ucieszyłam się, gdy zoevki trafiły w moje łapska. Moje zdobycze to 229 eye finish i 235 contour shade. Jak się spisały?





Jeżeli chodzi o wygląd, opakowanie, ergonomię produktu. Produkty ZOEVA dostałam zapakowane w zgrabne i estetyczne plastikowe etui, przypominające nie co mini kosmetyczki. Są zapinane na gumowy suwak, a na sobie mają wytłoczone logo marki. Czarne tworzywo lekko prześwituje, dzięki czemu mogę z łatwością zobaczyć, co znajduje się w środku. Bardzo fajne rozwiązanie, ponieważ każdy pędzelek ma swój 'domek', a ja z chęcią wykorzystuje etui w wygodny dla mnie sposób - a to wyjazdowa mini kosmetyczka, a to etui na pędzle, piórnik na ołówki. Na prawdę plus za tak porządne przygotowanie produktu. (Niestety zapomniałam zrobić zdjęcia etui, ale możecie zobaczyć TU jak wygląda, zdjęcie z http://corellasblog.blogspot.com).


Same pędzle prezentują się bardzo elegancko i minimalistycznie. Czarna, lakierowana rączka o standardowej długości sygnowana jest srebrnym logo, motto marki oraz numerkiem i zastosowaniem pędzla. Skuwka jest zachowana w kolorystyce, zaś samo włosie bezpiecznie w niej siedzi. Pędzelków używałam niemal codziennie, prałam równie często i widać, że zachowały się w niemal nienaruszonym stanie. Podczas mycia czy użytkowania nie wyleciał ani jeden włosek, a schną bardzo szybko - tego samego dnia po myciu możemy już ich używać.



Co do włosia - to chyba najbardziej przyjemne pędzle do oczu, jakie miałam. Zapewne to zasługa syntetycznego włosia, którego jestem zwolenniczką. Jest BARDZO miękko, jednak precyzyjnie, końcówki nie odkształcają się. Codzienny rytuał malowania stał się jeszcze większą przyjemnością, ponieważ często zdarzało się, że moje naturalne pędzelki drapały mnie w powiekę. Tutaj nie ma takiego zagrożenia, po prostu bajka. 




Przechodząc do najważniejszego - jak i do czego się sprawdzają w makijażu? Numer 235 to typowy ścinak do załamania powieki. Ładnie je podkreśla bez zbędnych ruchów. Nie jest do tego ani za gruby, ani za cieńki, odpowiednio puszysty. Jednak raczej do lekkich mgiełek, niż wyraźnych kolorowych podkreśleń, ponieważ odpowiedniej precyzji nie osiągniemy. Można nim również ładnie rozetrzeć granicę w zewnętrznym kąciku, ot pędzelek wielozadaniowy. Drugi z nich, 229 to pędzelek - puchacz do wykańczania i rozcierania makijażu. Bardzo brakowało mi takiego pędzelka, choć to nadal nie to, czego szukałam. Tworzy z granicy cieni mgiełkę, ale bardzo szeroką, nie zrobi ładnego, ale krótkiego przejścia. Potrafi też nałożyć cień na całą powiekę delikatną poświatą, co bardzo lubię w makijażu dziennym, stosując neutralne brokaty. Jako, że ma puchaty kształt, próbowałam posłużyć się nim do nakładania korektora. Niestety, jest zbyt miękki, a włosie długie. Pozostaję więc przy zastosowaniu do oczu. Myślę, że jest idealny do rozcierania cieni tuż pod łukiem brwiowym, czy podkreślania owego.


Niestety pędzelki te mimo wielu pozytywów, mają jedną, małą wadę. Mianowicie - bardzo chwytają kolor. Ja czasem w całym makijażu dziennym posługuje się jednym pędzlem, w międzyczasie wycierając go w ręcznik papierowy. Nie mam problemu z mieszaniem się kolorów i zbytnim brudzeniem, rano nie mam czasu na wyciąganie artylerii pędzli i tak mi wygodniej. Niestety w przypadku tych ślicznotek po użyciu jednego cienia pędzel musimy umyć przed ponownym użyciem. Na nic wycieranie, delikatne oprószanie. Kolor się trzyma i gdy próbujemy pędzelkiem nałożyć inny odcień, dostajemy mieszankę dwóch kolorów, co może zepsuć makijaż. To taka drobna uwaga, bo dla kogoś może być to plus - dobra przyczepność włosia.

Pędzle są trudno dostępne w Polsce, widziałam je na jednej stronie i to akurat inne modele. Prędzej do dostania w zagranicznych witrynach, a ich cena u producenta to 5.80 euro w obu przypadkach.

Dla mnie - warte uwagi i ciekawe. A jak wy zapatrujecie się na te pędzelki? Mieliście już do czynienia z nimi? Jakie jest wasze must have jeżeli chodzi o makijaż oczu?

19 komentarzy:

  1. Czaję się na jakieś pędzle z ZOEVE :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam napisać, że na Wizażu jest też wątek zbiorczy na zakup tych pędzli z DE :D

      Usuń
  2. Ja mam w planach zakup kilku pędzli, ale nie wiem czy ZOEVE czy Hakuro :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tutaj bardziej skłaniałam by się ku Hakuro, choć nie miałam - lepsza dostepność.

      Usuń
  3. fajne te pedzelki dostałas;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Hihi, ja mam tak jak opisałaś - na co dzień na szybkości najchętniej malowałabym się jednym cieniem i moje pędzelki dają mi taką możliwość. Mała, ale trafna wada wśród tylu pozytywów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj nie będę udawać, że na co dzień używam tryliarda pędzli :D

      Usuń
  5. Kolejna pozytywna opinia o tych pędzlach! Sama już nie wiem w co celować - Zoeva czy Real Techniques :) Nie mam żadnych konkretnych potrzeb, po prostu zżera mnie ciekawość ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. właśnie będę szukać pędzli i ciekawiły mnie pędzle zoeva, ale już rozwiałaś moje wątpliwości - skoro zbierają kolor, to im podziękuję (:
    PS layout zaje***!

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja teraz czaję się na pędzle Real Techniques :)

    OdpowiedzUsuń
  8. czekałam na tą recenzję, czaję się już od dawna na pędzelki tej firmy i musze w końcu jakies sobie zakupić :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Też mam 2 pędzelki Zoevy i lubię:)
    A spróbuj na nie po umyciu zaaplikować silikonową odżywkę jakąś - ja tak robię, jak mi pędzle mocno łapią kolor:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ten puchacz nie dla mnie, jak i tam mam problem malowaniem za dużych migiełek ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. ja kiedys kupilam zestaw pedzli ( bo potrzebowalam do podkladu) i w sumie nigdy sie nie nauczylam jak uzywac tych najmniejszych :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Ładnie się prezentują te pędzelki, ja ich jednak nie miałam.

    OdpowiedzUsuń
  13. Prezentują się bardzo ciekawie jednak wiadomo, że najważniejsze jest to jak spisują się podczas wykonywania makijażu :)
    Ja obecnie nie mam żadnych pędzli,nie używam cieni ale planuję zacząć i szukam własnie dobrych ale tez nie za drogich pędzli :)
    Pozdrwiam

    OdpowiedzUsuń

Dziękuje za wszystkie komentarze - każdy z nich zauważam i dokładnie czytam. To bardzo motywujące i miłe, gdy zostawiacie je pod moimi postami.

Proszę o nie zostawianie wpisów będących czystą reklamą bloga, profile zawierają Wasze adresy, na które zawsze z chęcią wchodzę.