19 sierpnia 2013

Kolorówka/Pielęgnacja: Ziaja, tonujący krem do twarzy z filtrm SPF 50+

Hej dziewczyny :)

Od jakiegoś czasu nie rozstaje się z filtrami do twarzy o SPF przynajmniej 30. Stanowią one obecnie mój stały element codziennej pielęgnacji. Wierzę, że uchroni mnie to w jakimś stopniu przed starzeniem się skóry, ale również zabezpieczy moją jasną, naczynkową cerę. 

Nic dziwnego, że gdy przyszło lato, smaruje się filtrem codziennie rano ;) Dotychczas moim ulubieńcem był Iwostin i jego emulsja ochronna SPF50+. Niestety, jej żywot dobiegł końca, a ja skuszona nowościami Ziaji skusiłam się na jedną z nich - krem tonujący SPF50+.


Wynalazek ten kupimy w aptekach, jego koszt to około 15-19 zł. Za tą cenę dostajemy standardową pojemność 50 ml. Krem zapakowany jest w zafoliowany kartonik, a sam znajduje się w dość miękkiej tubie, z typowym dla Ziaji designem.



Kartonik zawiera wszystkie istotne informacje, w środku dodatkowo otrzymujemy ulotkę. Tubka jest dość miękka, o standardowej zakrętce. Otwór, skąd wydostajemy krem jest przeciętnej wielkości, nie za duży i nie za mały. Tyle o samej otoczce.


Po wyciśnięciu odrobiny na dłoń ukazuje nam się dość jasny produkt. Piszę dość jasny, bo większość kremów z filtrem ma w zwyczaju być w kolorze niemal czekolady ;) Tutaj mamy odcień przeciętnego podkładu przeznaczonego dla jasnych karnacji. Na twarz powinno się nakładać 1-1,25 ml kremu. Ja tej ilości przestrzegam, szczególnie że niedawno skończyłam kurację kwasem. Wiadomo, że nakładając tyle kremu na twarz, nie ma co się spodziewać cudów, jeżeli chodzi o wchłanianie się czy świecenie, tak też jest w tym przypadku. Gdy nałożymy mniej więcej połowę wymaganej ilości na twarz, jest pięknie - krem ładnie się wchłania, niemalże do matu. Jednak dokładając drugą połowę otrzymujemy w efekcie spore świecenie się i tłusty film.
Jest tez jedna sprawa, która dla mnie ma dość spore znaczenie. Nakładając krem z filtrem oczekuję, że nie będę musiała już nic nakładać pod spód - ma mi on zastępować również krem na dzień i zazwyczaj większość produktów to zadanie spełniała. Niestety filtr Ziaji nie daje rady solo pielęgnować twarz, u mnie staje się z czasem sucha, więc muszę ratować się odrobiną zwykłego kremu pod. Kolejna warstwa do tłuszczenia się ;)

Na górze filtr Ziaja, na dole krem tonujący Ziaja Anno D'Oro/po prawej rozsmarowane.

Dodatkowym elementem są też właściwości tonujące. Przez dodatek pigmentu musimy pamiętać o dokładnym rozsmarowaniu kremu, inaczej zostaną nam smugi. Polecam robić to przy każdej warstwie, ponieważ kiedy naniesiemy kolejną porcję na fragment nierozsmarowanego filtra, ten tworzy bardzo nieestetyczne plamy. Szczególnie polecam uważać w okolicach brwi. Co też ciekawe, mimo swojego jasnego koloru po wyciśnięciu z tubki, u mnie na twarzy ciemnieje.

lewo - sam krem, prawa strona - krem+filtr

Krycie jak na produkt tonujący jest całkiem niezłe. Dla niewymagających cer może całkowicie zastąpić podkład, zdarzały się dni, kiedy ja też rezygnowałam z dodatkowej szpachli - takie było początkowe założenie ;) Jednak w większości przypadków jestem zmuszona nałożyć odrobinę fluidu i korektora. 
Ciężko mi ocenić trwałość, wydaje mi się, że wytrzymuje na miejscu większość dnia. Jednak na pewno trzeba ratować się w ciągu doby pudrem/bibułkami matującymi - filtr ten lubi się świecić i blask z łatwością wyłazi spod makijażu. W dodatku nie współpracuje z wszystkimi podkładami, niektóre kompletnie nie chcą się na nim rozsmarowywać (no, ale w końcu on sam ma je zastąpić)...

Ochrona jest skuteczna, w ciągu ponad miesiąca stosowania nie zauważyłam przyciemnienia twarzy czy przebarwień, jednak jestem troszkę zaniepokojona stanem naczynek, które się uwidoczniły.

Z opisu filtr przedstawia się nie najgorzej, jednak po tym miesiącu wyszły minusy, które już kompletnie zniechęciły mnie do ponownego kupna. Prawdopodobnie ustrojstwo to mnie zapycha i to dość skutecznie. Pojawiają się nowe zaskórniki i większe niespodzianki i stawiam na ten produkt, ponieważ to jedyna stała nowość, którą zmieniłam w pielęgnacji cery w ostatnim czasie. Miłości z tego nie będzie.

Plusy: Całkiem dobre krycie, cena, dostępność, odcień, dobra ochrona
Minus: Zapychanie, utlenianie na twarzy, tworzenie plam, ciężkie wchłanianie, błyszczenie skóry, brak współpracy z podkładami, brak właściwości pielęgnacyjnych
Moja ocena: 3--/5

Z początku bardzo mi pasował, z czasem jednak przyczynił się do pogorszenia stanu cery. Wydaje mi się, że to ten produkt, który albo będzie pasował w 100%, albo zostanie rzucony w kąt. Sam filtr ma potencjał, ponieważ dobrze tonuje, chroni, zdarza mu się całkiem nieźle wchłonąć, gdy nie nałożymy go za dużo. Jednak ma spore skłonności do zapychania, wbrew temu, co piszą na opakowaniu, w dodatku oceniając go jako filtr, ma przeciętne właściwości. Patrząc z perspektywy czasu, produkt ten zamiast zminimalizować ilość nakładanych na twarz warstw, zwiększył ją. Wracam do mojego Iwostinu, albo zamawiam coś z Azji.

Stosujecie filtry na co dzień? Jakie są Wasze ulubione?

10 komentarzy:

  1. Właśnie to mnie zniechęca do filtrów. Każda próba "filtrowania się" kończyła się u mnie zanieczyszczeniem skóry...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja filtrować się chce i muszę. Są filtry, które tak nie działają, ale to fakt - powinnam się zastanowić, czy to nie stosowanie blokerów napsuło mi cerę

      Usuń
  2. A ja właśnie szukałam recenzji tego filtru i wreszcie znalazłam u Ciebie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to dość nowy produkt, także pewnie recenzje będą się pojawiać :)

      Usuń
  3. Na co dzień stosuję krem tonujący Eco Cosmetics. Jest tłusty, ale nie zapycha. Poza tym opiera się na filtrach mineralnych, które odbijają słońce niczym lustro, w związku z tym są dla nas bezpieczniejsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. muszę w takim razie się zainteresować

      Usuń
  4. Ja się po nim świeciłam, jak psy jajca mimo nakładania w bardzo skromnej ilości :/
    Bardzo mi się spodobała jego konsystencja, zapach i pierwsze wrażenia ogólnie bardzo na plus (między innymi początkowy mat), ale późniejsze świecenie niczym oblana tłuszczem niestety go zdyskwalifikowało.
    W sumie i dobrze, ponieważ właśnie bardzo często czytam, że może zapychać, a ja mam do tego tendencję ostatnimi czasy :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakbym czytała o swoich odczuciach - pierwsze wrażenie bardzo dobre, potem niestety ten cały tłuszcz wyłazi. Przyzwyczaiłam się już do tego w filtrach, ale jednak tutaj nawet skrobia nie dawała rady, nie mówiąc o zapchaniu i kiepskim trzymaniu się kolorówki... ble :P

      Usuń

Dziękuje za wszystkie komentarze - każdy z nich zauważam i dokładnie czytam. To bardzo motywujące i miłe, gdy zostawiacie je pod moimi postami.

Proszę o nie zostawianie wpisów będących czystą reklamą bloga, profile zawierają Wasze adresy, na które zawsze z chęcią wchodzę.